GF
Kategoria:

27 kwietnia na torze w Modlinie odbyło się pierwsze szkolenie z cyklu Motocykl Action Team. Na szkolenie to, wraz z małżonką, wybrał się nasz instruktor Grzegorz. Poniżej prezentujemy Wam ich relacje i wnioski. Prezentujemy Wam punkty widzenia kobiety i mężczyzny. Osoby, która dopiero co odebrała swoje uprawnienia i kupiła pierwszy motocykl i osoby, która jest dużo bardziej doświadczona. Właścicielki małego, zwinnego nakeda i właściciela dużego, ciężkiego turystyka. Osoby jeżdżącej na motocyklu hobbystycznie i osoby zarabiającej na jeżdżeniu motocyklem. Większych skrajności chyba już nie dało się zebrać. Być może tym bardziej przekonamy Was do wybrania się na takie szkolenie. Zapraszamy do lektury.

 

 

 

1. Jak długo masz prawo jazdy na motocykl?

Justyna: od października 2018 roku

Grzegorz: od 2012 roku

 

2. Czym i jak długo jeździsz?

Justyna: Honda CB500 od początku kwietnia 2019

Grzegorz: Yamaha TDM 850. Jest to mój pierwszy motocykl i jeżdżę nim od 2013 roku. Wspaniała maszyna, na chwilę obecną nie planuję zmiany.

 

3. Czemu zdecydowałaś/zdecydowałeś się na szkolenie na torze?

Justyna: szkolenie dostałam w prezencie, ale pomysł doskonalenia własnych umiejętności bardzo mi się spodobał i nie miałam żadnych wątpliwości, że chcę uczestniczyć w tym szkoleniu

Grzegorz: Udział w szkoleniu był prezentem urodzinowym od współpracowników dla mojej żony. Wykorzystałem okazję i kupiłem drugie miejsce dla siebie. Wspaniały sposób na spędzenie wspólnie aktywnego weekendu. Goethe powiedział, że kto nie idzie do przodu ten się cofa, dlatego staram się wykorzystać każdą okazję do ćwiczeń i podnoszenia kwalifikacji. Moi kursanci często widzą mnie na placu na motocyklu wykonującego te same zadania co oni.

 

4. Czego oczekiwałaś/oczekiwałeś od szkolenia?

Justyna: przede wszystkim poznania własnego motocykla, oswojenia się z nim. Chciałam też nauczyć się lepiej wchodzić w zakręty, w bezpiecznym miejscu potrenować teorię którą znałam, żeby móc ją potem zastosować na drodze. I najbardziej ze wszystkiego bałam się hamowania awaryjnego bez ABS, zablokowania kół i wywrotki po takim hamowaniu. Liczyłam na to, że na torze, pod okiem instruktora przełamię się i poćwiczę – zobaczę jak to jest, zanim wydarzy się coś niebezpiecznego na drodze i będę musiała gwałtownie hamować.

Grzegorz: Oczekiwań miałem kilka. Po pierwsze miałem nadzieję na poćwiczenie różnych manewrów w bezpiecznych warunkach, miałem nadzieję poznać lepiej swój motocykl. Liczyłem na to, że w jakiś sposób podniosę swoje umiejętności i kwalifikacje, przy okazji nieśmiało liczyłem na to, że uda mi się podpatrzeć kilka ćwiczeń, które będę mógł wykorzystać w swojej pracy.

 

5. Dla kogo jest takie szkolenie?

Justyna: Dla każdego. No prawie. Myślę, że doświadczeni motocykliści mogą się trochę nudzić. Chociaż może się okazać, że dla siebie też coś znajdą. Rutyna czasem powoduje, że zapomina się o podstawach takich jak prawidłowa pozycja na motocyklu. Na tym szkoleniu można do tych podstaw wrócić. No a dla początkujących to świetne rozszerzenie kursu na prawo jazdy, na którym brakuje czasu na doskonalenie techniki jazdy. Możliwość jazdy na torze, w kontrolowanych warunkach to świetne miejsce, do sprawdzania możliwości własnego motocykla oraz pokonania własnych ograniczeń.

Grzegorz: Szkolenie jest adresowane dla każdego. I to dosłownie. W szkoleniu brały udział osoby 18 letnie, które dopiero zdobyły swoje pierwsze uprawnienia A1 ale i również osoby w sile wieku. Były osoby takie jak moja żona, czyli zupełnie świeże na własnych dwóch kółkach, jak również osoby jeżdżące od wielu lat.

 

6. Czy jeśli jest to szkolenie na torze to trzeba mieć motocykl sportowy?

Justyna: Nie, na szkoleniu były zarówno motocykle typowo sportowe, jak i turystyczne, małe i duże. Pojawiły się też choppery. Każdy szkolił się na tym na czym jeździ na co dzień,  o to chodziło w tym szkoleniu.

Grzegorz: Zupełnie nie. Na tor przyjechał cały wachlarz maszyn. Od małych 125 po 2 litrowe potwory. Były turystyki pełną gębą pokroju BMW GS1200 RT czy Honda Africa Twin, były szosowo-turystyczne Varadero czy Deauville, nakedy w stylu MT-03, MT-07 ale również pojawiły się Yamaha DragStar czy potężny Harley-Davidson. Co ciekawe typowej „szlifierki” nie zauważyłem ani jednej.

 

7. Zadania poniżej progu równowagi

Justyna: Te zadania były dla mnie najtrudniejsze, polegały na utrzymaniu za pomocą manetki stałego gazu i manewrowanie sprzęgłem oraz hamulcem tylnym tak by utrzymać jak najniższą prędkość. W taki sposób należało przejechać na wprost, wykonać slalom oraz zawrócić wokół pachołka. Do tego utrzymanie luźnych rąk aby łatwiej było manewrować oraz powstrzymanie się od ustawiania stóp palcami na zewnątrz. Wyczyn. po kilku próbach wreszcie się udało.

Grzegorz: Zadania poniżej progu równowagi były ciekawym doświadczeniem. Z jednej strony nie dowiedziałem się niczego nowego, z drugiej strony wiedzieć coś, a wykorzystywać to na co dzień to dwie różne rzeczy. Panowanie nad swoim motocyklem w manewrowaniu powolnym takim jak omijanie pojazdów, zawracanie itp. z prędkościami żółwia wymaga niesamowitej koordynacji hamulca, sprzęgła i manetki gazu. Coś co wydawałoby się oczywistym, w praktyce już takie proste nie jest. Natychmiast wychodziły wszystkie błędy, zły dosiad, zły balans, zbyt sztywne ręce. Zadania, które zmuszani jesteśmy wykonywać nieświadomie na co dzień, wykonywane świadomie nabierają zupełnie nowego sensu.

 

8. Hamowanie awaryjne

Justyna: Hamowania awaryjnego, ze względu na brak ABSu obawiałam, się najbardziej. Ogarnięcie dwóch hamulców jednocześnie tak, żeby nie zblokować hamulców i się nie poślizgnąć mnie przerażało. Ale kilka wskazówek od instruktora pozwoliło na bezpieczny manewr. porównaliśmy też drogi hamowania z różnych prędkości oraz przy hamowaniu wyłącznie przednim, wyłącznie tylnym hamulcem i oboma. Wnioski ciekawe ;) Zachęcona przez instruktora zblokowałam też tylne koło, usłyszałam pisk opony i się nie przeraziłam ;) Udało się zatrzymać bez wywrotki. Ćwiczyliśmy też zatrzymanie bez trzymania kierownicy lewą ręką, zwracając uwagę na trzymanie motocykla nogami.

Grzegorz: Jest to zadanie, które wykonuje każdy w trakcie kursu i egzaminu na prawo jazdy. Jest to również zadanie, którego chyba wszyscy najbardziej się boją. Utrata kontroli nad motocyklem, wizja zablokowania przedniego koła czy przelot nad kierownicą często gdzieś nam siedzą głęboko w głowie, zwłaszcza, że jeszcze stosunkowo nie wiele motocykli ma ABS. Dodatkowo, nie za bardzo jest gdzie na co dzień ćwiczyć ten manewr. To wszystko powoduje, że w sytuacji awaryjnej wielu motocyklistów panikuje, co kończy się szlifem lub gorzej, kolizją. Ćwiczenie hamowania awaryjnego w bezpiecznym środowisku za pomocą hamulca przedniego, tylnego oraz ich kombinacji pozwala przede wszystkim poznać swoją maszynę, ale również przełamać wewnętrzne opory przed mocniejszym wduszeniem klamki hamulca, niezależnie czy nasz motocykl jest wyposażony w ABS czy nie.

 

9. Zadania powyżej progu równowagi

Justyna: Po pierwsze szybki slalom, który miał uczyć poprawnego wykonywania przeciwskrętu. Myślę, że akurat z tym zadaniem nie miałam większego kłopotu. Drugie zadanie to jazda po kole na drugim biegu – taka inna wersja ósemki ;) W zadaniu chodziło o wychylenie się do lusterka w kierunku skrętu, tak żeby widocznie wychylić motocykl,  trzymanie równowagi poprzez nacisk na podnóżek przeciwną nogą i patrzenie daleko w zakręt. Świetne zadanie, które później szybko wykorzystałam w jeździe po torze a następnie w drodze powrotnej do Krakowa.

Grzegorz: Slalom szybki. Kolejne zadanie znane wszystkim kursantom. Tutaj jednak w trochę innym wydaniu. Brak konieczności utrzymania średniej prędkości oraz większa ilość pachołków powodowały, że można było lepiej poczuć jak działa przeciwskręt oraz jak rozluźnienie lub spięcie naszych mięśni ma wpływ na kontrolę motocykla. Drugie zadanie czyli jazda po okręgu, to coś czego nie za bardzo jesteśmy w stanie poćwiczyć sami. Wymaga dobrej nawierzchni i dużej przestrzeni. Jednak jest ono niesamowite jako ćwiczenie wprowadzające do właściwego pokonywania zakrętów. I znowu niby znałem teorię, ale w praktyce okazało się, że skupiając się na jednej rzeczy zapominam o innej. Łokieć w bok, broda  w stronę zakrętu, wychylić się do wewnątrz, łokcie ugięte, stopy cofnąć – a przecież to miała być tylko jazda po okręgu. Oba ćwiczenia pozwalają na przezwyciężenie własnych blokad związanych z przechyleniem motocykla czy dodaniem gazu w zakręcie. Uczą właściwej pozycji, właściwego patrzenia i właściwego używania kierownicy.

 

10. Jazda po torze

Justyna: Będąc chyba najmniej zawansowaną kursantką, po torze jeździłam najwolniej. Ale doświadczenie nie do przecenienia. Bezpieczna trasa, bez pojazdów jadących z naprzeciwka, czysta nawierzchnia i możliwość poprawiania swoich błędów z każdym następnym przejazdem. Tak, żeby wreszcie ustalić prawidłowy tor przejazdu. I znowu mnóstwo wniosków. Wszystkim polecam!

Grzegorz: Czyli to, co tygryski lubią najbardziej. Coś czego absolutnie nie da się zrobić na drogach publicznych. Ćwiczenie wszystkich elementów, o których była mowa we wcześniejszych etapach szkolenia. Dużo frajdy, ogrom adrenaliny i pokonywanie własnych barier. Uczenie się motocykla, poznawanie jak bardzo można wejść w zakręt, zamykanie opon i szorowanie setami o asfalt. Wszystko to, czego żaden rozsądny motocyklista nigdy nie zrobi na drodze publicznej w ruchu drogowym, ale również wszystko to, co pozwala nam zrozumieć jak naprawdę działa motocykl, jak się zachowuje, jakie działają na niego siły i jak bardzo my sami możemy mu w jeździe pomóc lub przeszkodzić. No i nie można zapomnieć o jeszcze jednym aspekcie, duuuuuuużo frajdy, fun na maksa i ogromny wyrzut adrenaliny. Przecież dokładnie po to jeździmy na motocyklach.

 

11. Czy szkolenie spełniło Twoje oczekiwania?

Justyna: Jak najbardziej. Rozwiało moje obawy, pozwoliło zaprzyjaźnić się z motocyklem, zwróciłam uwagę na błędy które popełniam i staram się je teraz korygować. No i wiem nad czym muszę pracować.

Grzegorz: w 100%. Z racji mojego zawodu nie spodziewałem się na tym poziomie szkolenia (Level 1) odkryć na nowo Ameryki. Nie spodziewałem się, że wspaniali i otwarci instruktorzy powiedzą mi coś, czego bym jeszcze nie wiedział. Z drugiej strony jako świadomy i odpowiedzialny instruktor muszę być otwarty na wszelkie nowości, słuchać innych i czerpać od nich wiedzę. Bardziej nastawiony byłem na ćwiczenia praktyczne, których było pod dostatkiem. Gdy kurs się kończył, czułem po sobie, że naprawdę ciężko przepracowałem ten dzień. Cieszę się, że instruktorzy wyłapali wszystkie moje błędy oraz powiedzieli co robić aby ich unikać.

 

12. Czy warto pojechać na takie szkolenie?

Justyna: Myślę, że warto. Ja nie żałuję.

Grzegorz: Zdecydowanie tak. Na to pytanie odpowiem z punktu widzenia motocyklisty i instruktora nauki jazdy. Jako motocyklista zdaję sobie sprawę, że każda okazja do ćwiczeń powinna być wykorzystana. Tylko w ten sposób mogę zwiększyć swoje szanse na bezpieczną jazdę. Szkolenie to pokazało, że nawet najdłuższy staż na motocyklu wcale nie oznacza wysokich umiejętności. Nawet osoby jeżdżące od wielu lat miały problemy z niektórymi zadaniami. Zawsze pewne elementy mogę wykonać lepiej. Jak mawia mój kolega Robert, jeden dzień na torze to tak, jak rok jazdy po drogach. Dodatkowo szkolenie to pozwoliło mi jeszcze bardziej zrozumieć i wyczuć swój własny motocykl, na którym poruszam się codziennie.

Z punktu widzenia instruktora nauki jazdy również mogę to rozpatrywać pod kilkoma aspektami. Po pierwsze dzięki temu szkoleniu wiem, że przekazuję moim kursantom aktualną wiedzę. Po drugie mam świadomość swoich braków i błędów które popełniam, a jako instruktor powinienem być mentorem dla osób płacących mi za kurs.

 

Podsumowanie:

Jednodniowe szkolenie, trwa w sumie ok. 10 godzin. Za wyjątkiem pierwszych 90 minut, krótkich przerw oraz przerwy obiadowej, pozostały czas to jazda i ćwiczenia na torze. Zajęcia prowadzone są w trzech 10 osobowych grupach. Pierwszy blok zajęć to zadania poniżej progu równowagi, następnie są ćwiczenia z hamowania, kolejny blok zajęciowy to zadania powyżej progu równowagi. Następnie grupy jeżdżą za instruktorem po trzech osobnych częściach toru co jakiś czas zmieniając miejsce na torze.

Czym to szkolenie nie jest? Nie jest szkoleniem sportowym ani torowym. Nie jest to również coraz bardziej popularny „track day”. Co więcej sam tor również nie jest torem wyścigowym lecz torem szkoleniowym. Nawierzchnia nie pozwala na to samo, co tory wyścigowe. Nie zrozumcie mnie źle. Tor przygotowany jest perfekcyjnie, jest czysto i bezpiecznie. Jednak asfalt nie daje aż takiej przyczepności jak tory wyścigowe.

Co więcej, nie wszystkie informacje i umiejętności zdobyte na tym szkoleniu da się zastosować w ruchu drogowym.

Dlaczego? Właśnie ze względu na ruch drogowy. Nie ma możliwości, aby tak jak na torze wejść ślepo w zakręt na pełnym złożeniu nie zostawiając sobie żadnego marginesu błędu. Nasze drogi są dziurawe, brudne, pełno na nich żwiru czy piasku. Dodatkowo nigdy nie wiemy, co czeka na nas za zakrętem.

W takim razie po co mi to szkolenie? Ponieważ, każdy instruktor nauki jazdy z powołania, czujący misję do spełnienia i do tego świadomy motocyklista zrobi wszystko aby przekazać swoim kursantom jak najwięcej swojej wiedzy, rozumiejąc, że jest za ich bezpieczeństwo w pewnym stopniu odpowiedzialny. Jednakże, nieważne jak bardzo starałby się w trakcie szkolenia własnych kursantów, to po prostu nie ma czasu opowiedzieć tego wszystkiego i przećwiczyć tego wszystkiego na swoim placu manewrowym. Dodatkowo nasze place manewrowe nie są aż tak bezpieczne jak tory jazdy, aby zrobić na nich pewne ćwiczenia. Pytaniem retorycznym jest, czy wszyscy instruktorzy przykładają się tak do nauki swoich uczniów jak instruktorzy MotoOES i czy Ty, drogi czytelniku miałeś dobrego instruktora?

Z tych wszystkich powodów naprawdę warto pojechać na takie szkolenie. Przecież chodzi tu o Wasze bezpieczeństwo. Tym bardziej, że Wasze motocykle będą się zachowywać zupełnie inaczej niż motocykle szkoleniowe. Dlatego warto pojechać na taki kurs własną maszyną, żeby ją poznać, wyczuć i przestać się jej bać.

Koszt 500 pln to sporo, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, ale po pierwsze program kursu, zaangażowanie kadry i miejsce są tego warte, a po drugie zadajcie sobie pytanie: Czy kupując motocykl za kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy, do tego sprzęt, ubrania i akcesoria za kilka kolejnych warto żałować 500 pln na spędzenie wspaniałego dnia, mogącego uratować Wam kiedyś zdrowie lub życie?

 

 

Justyna Fita

Z wykształcenia doktor nauk chemicznych, z zawodu technik weterynarii i zoofizjoterapeutka. Miłośniczka zwierząt, dobrego jedzenia i jazdy motocyklem. Absolwentka kursu na prawo jazdy kategorii A w MotoOES. Posiada uprawnienia do kierowania pojazdami kategorii A i B.

 

 

 

 

Grzegorz Fita

Z wykształcenia technik informatyk i pedagog. Z zawodu instruktor nauki jazdy. Fascynat doskonalenia techniki jazdy. Posiada uprawnienia do kierowania pojazdami kategorii A, B, B+E, C, C+E, D, D+E oraz uprawnienia do szkolenia kandydatów na kierowców kategorii A i B. Instruktor MotoOES.

 

 

 

 

 

Więcej zdjęć z imprezy: https://www.motocykl-online.pl/galerie/Szkolenia-motocyklowe-z-Motocykl-Action-Team-wystartowaly,13191,1

Filmy z imprezy: https://www.youtube.com/watch?v=VkXpyIcXq_c&list=PLlXVGRcnWV5U2Hi2cHxSJ8ipoP9XGyR0I

 

Źródło zdjęć: https://www.motocykl-online.pl