fbpx

Po drugie: Myśl

W zeszłym tygodniu opisałem Wam pierwsze przykazanie: „Na drodze każdy chce Cię zabić”. Opisałem Wam również co to dla Was oznacza i co z tym faktem zrobić. Jednak żeby poradzić sobie z taką sytuacją, a także żeby móc przestrzegać kolejnych przykazań koniecznym jest bardzo rzetelne przyswojenie i przestrzeganie tego. Koniecznym jest myślenie, i to myślenie na naprawdę wysokich obrotach.

I znów ktoś może zadać pytanie: Ale jak to myśleć? Przecież jazda motocyklem ma nas odprężyć, rozluźnić i sprawić kupę przyjemności. Latanie na dwóch kołach pozwala nam zapomnieć o problemach codziennych i cieszyć się z samego faktu jazdy przed siebie. A jeśli do tego jeszcze są zakręty to już zupełna bajka.

I oczywiście dużo w tym prawdy. Jednak trzeba odróżnić jazdę relaksującą, oderwaną od spraw które codziennie zaprzątają nam głowę, lecz taką podczas której cały czas kontrolujemy sytuację, od jazdy bezmyślnej, bezmózgiej, na granicy bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.

Jeżeli ktoś chce cieszyć się do później starości jazdą na motocyklu, musi jeździć z głową na karku. Jak to mawiają - myślenie ma przyszłość. Jazda motocyklem jest bardzo absorbująca. O wiele bardziej niż jazda samochodem. Ale zauważy to tylko ten, kto jeździ świadomie. Każdy, dosłownie każdy, jest w stanie kupić mocny motocykl i odkręcić manetkę do końca. I dużo osób tak robi. Nie myśli, nie zastanawia się, nie przewiduje konsekwencji. „Przecież mam prawo jazdy”, „przecież od dwóch lat jeżdżę bez wypadku litrem”, „przecież jeżdżę szybko ale bezpiecznie”. To ostatnie szczególnie mnie bawi. Jak się kończą takie przejażdżki, niestety możemy się przekonać co roku słysząc o kolejnych wypadkach z udziałem motocyklistów.

Często słyszałem oburzenie rodziny czy znajomych, którzy usłyszeli, że robię prawko na motocykl, albo że jeżdżę na motocyklu. Że to przecież takie niebezpieczne, że tyle wypadków, itd. Jeżeli weźmiemy pod uwagę statystyczną szansę na udział w wypadku samochodu i motocykla to pewnie motocykl ze względu na swoje przyspieszenia i budowę ma nieznacznie większe szanse na wypadek. Jednak przecież szanse na udział w wypadku mamy zawsze, czy to jedziemy rowerem, idziemy, czy korzystamy z komunikacji. Z drugiej strony, jeżeli weźmiemy pod uwagę konsekwencje wypadku to oczywiście ryzyko śmierci lub trwałego kalectwa jest nieporównywalnie większe, gdy jedziemy jednośladem. Mojej rodzinie i znajomym zawsze odpowiadałem w ten sam sposób. To czy motocyklista jest bezpieczny, zależy przede wszystkim od tego co znajduje się w kasku, dokładniej -między uszami kierowcy. Przez te wszystkie lata mojej jazdy na motocyklu miałem zaledwie kilka (tfu tfu, odpukać w niemalowane…) potencjalnie niebezpiecznych sytuacji na drodze, jednak każdą w mniejszym lub większym stopniu dało się przewidzieć.

A o czym musi myśleć motocyklista? Jak już napisałem, jest tego sporo, ponieważ jazda na moto jest bardzo absorbująca.

Zacznę być może od rzeczy prozaicznych ale według mnie istotnych.

Zacznijmy od myślenia o tym, czy w ogóle powinienem jeździć na motocyklu. Czy mam na tyle rozsądku aby poruszać się po drogach publicznych w miarę przepisowo i nie stwarzać zagrożenia dla siebie i dla innych.

Musimy pomyśleć o tym, jaki motocykl sobie sprawię. Czy będę miał na tyle samokontroli żeby cieszyć się jazdą bez szaleństwa. I nie piszę o tym bez przyczyny. Mam znajomego, który sprzedał motocykl ponieważ stwierdził, że sam sobie nie ufa.

Musimy pomyśleć o tym, czy po zakupie motocykla będzie nas stać również na zakup ciuchów. Niestety ciągle bardzo mało Ośrodków Szkolenia Kierowców zwraca na ten aspekt uwagę już na etapie szkolenia.

Jednak te procesy myślowe są w mojej opinii tylko pośrednio związane z samą jazdą. Wiem, że dużo ważniejsze są te związane z samą jazdą.

Więc przejdźmy do tego etapu.

  1. Czy mój motocykl jest w dobrej kondycji i stanie technicznym? Czy sprawdziłem wszystkie elementy? Czy zakup tych malusieńkich kierunkowskazów z Aliexpress to był dobry pomysł?
  2. Czy trasa, którą wybrałem jest odpowiednia? Czy nie jest za długa, za kręta, za trudna na moje możliwości? Co zrobię gdyby motocykl mi się zepsuł? Czy jeśli jadę w mniej uczęszczane miejsca i trasy powiadomiłem kogoś gdzie jadę? Czy zaplanowałem miejsca na odpoczynek i popas? Czy zaplanowałem sobie plan B na wypadek gdy trasa lub warunki drogowe/atmosferyczne będą za trudne? W jakiej sytuacji zawrócę?
  3. Czy spakowałem/zabrałem wszystko co będzie mi potrzebne? Pieniądze? Karty płatnicze? Jedzenie? Napoje? Telefony, aparaty, nawigacje? Akcesoria do nich? Odpowiednie ubranie? Ubrania gdyby zmieniła się pogoda? Czy właściwie wszystko spakowałem i rozmieściłem bagaż? Czy odpowiednio wszystko zamocowałem? Czy zabrałem wszystkie wymagane dokumenty? Zapomnienie o czymś może powodować, że w czasie naszej wycieczki myślami cały czas będziemy w domu obok rzeczy której zapomnieliśmy zamiast na drodze.
  4. „Dbaj o pasażera swego jak o siebie samego” brzmi przykazanie z innych dostępnych w sieci dekalogów motocyklistów. Czy mój pasażer jest odpowiednio ubrany? Czy pouczyłem go jak ma się zachowywać? Czy ustaliliśmy sposób komunikacji? A w czasie jazdy, czy nie jest zmęczony? Czy właśnie mi nie zasypia? Czy moje manewry są dla niego przewidywalne i bezpieczne? Czy nie narażam go na wypadek?
  5. Czy jadę bezpiecznie? Czy w razie W jestem w stanie się bezpiecznie zatrzymać? Czy nie jadę za blisko? Co zrobi zaraz kierowca przede mną? Co będzie jeśli zacznie nagle hamować? Czy ten nadjeżdżający z naprzeciwka nie zacznie zaraz skręcać? Czy ten z lewej/prawej zatrzyma się do STOP/czerwonego światła? Czy ustąpi mi pierwszeństwa? Czy nie zacznie zaraz zmieniać pasa ruchu? Czy ten pieszy się zatacza? A może zaraz wyjdzie na jezdnię? Co robią? Gdzie patrzą? Jak się zachowują? Czy mam miejsce żeby uciec? Może warto przygotować się do hamowania? Może warto w tej sytuacji przymknąć gaz? Czy obserwuję wystarczająco otoczenie drogi? Czy obserwuję wystarczająco samą jezdnię? Czy zdążę zauważyć i zareagować na dziurę, rozlany olej czy inną przeszkodę?
  6. Czy jestem dla innych uczestników ruchu widoczny? Czy moje manewry są przewidywalne? Czy włączam odpowiednio wcześniej kierunkowskaz? Czy zaczynam hamować odpowiednio wcześniej tak żeby kierowcy za mną mieli czas zauważyć pojedyncze małe światło?
  7. Czy mam właściwą pozycję na motocyklu? Czy dobrałem odpowiedni bieg? Czy nie będę miał za dużej prędkości w nadchodzącym zakręcie? Czy pamiętam o rozluźnieniu górnej połowy ciała? Czy wybrałem właściwy tor jazdy? A co jeśli za zakrętem jest piasek? Albo stoi samochód? Czy mam miejsce i prędkość pozwalające uciec lub się zatrzymać?
  8. A gdy jadę w korku, to czy akurat jest sens teraz się przeciskać? Czy mam miejsce? Czy nie lepiej chwilę poczekać? Czy jeśli się zatrzymam to nie postawię stopy pod kołem jakieś ciężarówki? Czy zdążę się zatrzymać gdy ktoś nagle wystawi przez okno rękę albo otworzy drzwi? Czy mam odpowiednio dużo miejsca żeby zmieścić się z kuframi? Czy pamiętam o tym aby przestać „filtrować”* gdy pojazdy ruszą?
  9. A gdy jadę w grupie pamiętam o innych uczestnikach? Czy pamiętam, że jestem odpowiedzialny również za ich bezpieczeństwo pomimo ze nie jestem organizatorem tego wyjazdu? Czy nie zajadę komuś drogi? Czy nie stwarzam zagrożenia dla innych? Czy trzymam się swojego toru jazdy? Czy skupiam się na tym co robi osoba przede mną?
  10. A czy gdy jadę w deszczu to pamiętam, o zmniejszonej przyczepności? Czy pamiętam, że każde oznakowanie poziome i elementy metalowe w jezdni są dla mnie śmiertelnie śliskie? Czy pamiętam, że w ograniczonej przejrzystości powietrza jestem jeszcze mniej widoczny dla innych? Czy zmniejszyłem prędkość na wypadek wystąpienia aquaplanningu**? Czy kontynuowanie jazdy w tych warunkach jest bezpieczne?

Chyba wszystko. Oczywiście pewnie jest jeszcze tysiąc innych pytań związanych z tymi, które powyżej napisałem. Jednak te są tymi najważniejszymi. I teraz z ręką na sercu sami sobie przyznajcie się na ile  z tych pytań zadajecie sobie w czasie jazdy samochodem? Zazwyczaj na niewiele, na kilka, może kilkanaście. I to raczej z grupy 5. Co bardziej świadomi uczestnicy ruchu zadają sobie więcej pytań, zazwyczaj są to dodatkowe pytania z grupy 4 i 6. Pytania z grupy 3 zadajemy sobie wybierając się samochodem raczej na dłuższe wyjazdy typu wakacje. A ile pytań do tej pory, do czasu gdy Wam zwróciłem uwagę zadawaliście sobie jadąc motocyklem?

Jak być może wiecie, myślenie to proces. Myślenie o tych pytaniach i odpowiedziach na nie to proces. Bezpieczeństwo nasze i innych to nie jest coś o co wystarczy zapytać raz i w drogę. Motocykl jest mniejszy niż inni uczestnicy ruchu, szybciej przyspiesza, trudniej go zauważyć. Dlatego zadaniem motocyklisty jest nieustanne analizowanie sytuacji na drodze i samodzielne myślenie. NIE WOLNO Wam pokładać zaufania w to, że ktoś inny pomyśli za Was. To Wy musicie zadbać o bezpieczeństwo Wasze i Waszych towarzyszy.

Zachowania w stylu „nic mi się nie stanie”, „jeżdżę szybko ale bezpiecznie” i pozostałe z tym opisanych na samym początku są objawem kompletnego braku myślenia. Sytuacja na drodze jest dynamiczna. W ułamku sekundy może na jezdni zmienić się wszystko od natężenia ruchu, przez jakość nawierzchni po warunki atmosferyczne. I cały czas musimy być skupieni na drodze i myśleć o wszystkich aspektach jazdy aby być na te zmiany przygotowaniu i zdążyć zareagować na czas, a także co równie ważne – właściwie! Co z tego, że świetnie umiem jeździć, jeśli ktoś zajedzie mi drogę? Co z tego że mam doświadczenie jeśli wjadę na rozlany olej?

Zawsze swoich kursantów uczę, że na motocyklu mają jeździć DEFENSYWNIE. A to oznacza, że mają analizować i przewidywać zagrożenia zanim one jeszcze wystąpią. Tylko wtedy mają szanse wyjść z niebezpiecznych sytuacji na drodze obronną ręką. Często podczas szkolenia na kategorię B, gdy osoby jeszcze nie mają doświadczenia na drodze i nie potrafią czytać ruchu drogowego, zdarza mi się nadepnąć na hamulec. Słyszę wtedy słynne zdanie: „Przecież bym zdążył!”. Jazda defensywna oznacza odwrócenie pytania „czy  zdążę?” w pytanie „a co będzie jeśli nie zdążę?”. Co będzie jak zgaśnie mi motocykl? Co będzie jak złapię poślizg i się wywalę na środku skrzyżowania przed rozpędzonym TIRem?  Co będzie jeśli….? To właśnie myślenie o konsekwencjach wynikających z pytań w powyższych grupach może Was uchronić przed szlifem, kolizją czy wypadkiem. Oczywiście nie jestem w stanie napisać Wam o konsekwencjach każdego z zadanych pytań bo wyszła by z tego niezła encyklopedia a i to nie wyczerpało by tematu. O konsekwencjach wynikających z tych pytań musicie odpowiedzieć sobie sami.

Z drugiej strony, żeby nikt nie zrozumiał mnie źle, lub miał do mnie pretensje. Nieustanne myślenie i zadawanie sobie tych pytań nie uchroni Was w 100% przed wypadkiem. Wypadki mają to do siebie że są wypadkami i nie zawsze mamy na nie wpływ. Nie mamy wpływu na to, że pijany bandyta w nas wjedzie. Ale możemy starać się przewidywać na podstawie jego zachowania. Nie mamy wpływu na rozlany na drodze olej. Ale możemy się starać lepiej obserwować jezdnię. Itd.

Myślenie na drodze nie spowoduje, że będziecie w 100% bezpieczni i nigdy Wam się nie zdarzy żadna przykra przygoda, jednak może w bardzo dużym stopniu zredukować możliwość uczestniczenia w takim zdarzeniu.

Myślcie – to nie boli, brak myślenia może!

LwG

Grzegorz Urso Branco Fita

* z pojęciem filtrowania spotkałem się już jakiś czas temu. Przede wszystkim znane jest w języku angielskim i dotyczy kreatywnego sposobu pokonywania korków na motocyklu. Jazdy środkiem między samochodami ale także przejeżdżania w poprzek i zmiany toru jazdy.

** sytuacja w której dochodzi do gwałtownej utraty przyczepności na skutek powstania poduszki wodnej między oponą a jezdnią. Może to być spowodowane nagłymi i obfitymi opadami lub wjechaniem w kałużę przy dużej prędkości gdy bieżnik opony nie radzi sobie z odprowadzeniem nadmiaru wody spod koła.